JAK DOBRZE NIE MIEĆ EURO, KTÓRE CORAZ BARDZIEJ “PACHNIE INACZEJ”
Robert Gwiazdowski
Sytuacja na tak zwanych „rynkach finansowych” robi się coraz „ciekawsza”. Smród się robi coraz większy, więc zamiar niezwracania na niego jakiejś szczególnej uwagi jest coraz trudniejszy do zrealizowania.
Wczoraj (21.02) znalazłem w sieci informację, że zdaniem sobotniego (20.02) Der Spigel, powołującego się na źródła w niemieckim Ministerstwie Finansów „kraje używające euro zapewnią Grecji pomoc w wysokości od 20 do 25 miliardów euro”
Cytując „wstępne rozważania” niemieckiego MF, Spigel napisał, że „udział w pomocy finansowej dla Grecji będzie obliczany na podstawie proporcji kapitału, który każdy z krajów posiada w Europejskim Banku Centralnym.”
Co prawda rzecznik niemieckiego Ministerstwa Finansów powiedział, że nie będzie komentował artykułu, ale jak ktoś mówi „no comments” to wiadomo, że TAK.
Rząd Angeli Merkel zdecydowanie dotąd odrzucał apele o obietnicę pomocy dla Grecji, a rząd George Papandreou odrzucał twierdzenia, że taka pomoc będzie mu potrzebna, ale jak wiadomo „bratnia pomoc” może być potrzebna, nawet jak jest niepotrzebna.
Wysoki rangą urzędnik niemieckiego Ministerstwa Finansów już kilka dni temu dał do zrozumienia, że jakby Grecy pomocy jednak potrzebowali, to bank KfW mógłby kupić greckie obligacje rządowe, albo „udzielić gwarancji” niemieckim bankom kupującym greckie papiery. Zdaniem Der Spiegel z raportu BaFinu (niemieckiego urzędu nadzoru nad rynkiem finansowym) wynika, że niemieckie banki byłyby poważnie zagrożone, gdyby Grecja lub jakiś inny kraj w rodzaju Hiszpanii, Portugalii i Włoch ogłosiły niewypłacalność.
Już chciałem napisać: „a nie mówiłem, że to dobrze, że nie jesteśmy w euro”, bo nie będziemy musieli brać udziału w tej „zrzutce” (zwłaszcza, że po niej będą musiały pójść następne - jeszcze większe) ale dziś czytam, że … „w niemieckich kręgach politycznych pojawił się pomysł na ratowanie strefy euro i rozszerzenie jej o „zdrowsze” kraje Europy Środkowej i Wschodniej” A takim krajem jest Polska! Ale jest nim nie dzięki jakimś szczególnym osiągnięciom jej premiera, czy „Najlepszego Ministra Finansów w Europie”, czy nawet dzięki zbiorowej mądrości całego rządu, tylko dzięki ciężkiej pracy milionów Polaków i dzięki temu, że nie mają oni, na razie, tego wątpliwego szczęścia, żeby mieć euro! Dlatego powinniśmy powiedzieć: Danke, Frau Merkel. Schön Dank.
Ja bym wolał, żebyście Polski do tego „elitarnego” grona nie „przyjmowali”. To znaczy, żeby Polska nie musiała być „przyjęta” – tak jak Czechosłowacja musiała w 1968 roku „przyjąć” bratnią pomoc państw Układu Warszawskiego.
Dziś w FT „sam” George Soros twierdzi, że działania zmierzające do ratowania Grecji „stawiają pod znakiem zapytania przyszłość i sensowność euro jako wspólnej waluty”. (http://www.ft.com/cms/s/0/e1d88522-1f52-11df-9584-00144feab49a.html?nclick_check=1).sa)
Nie proszę tylko pomyśleć, że nagle Pana Sorosa – znanego inwestora i filantropa – zacząłem traktować jak wyrocznię, tylko dlatego, że powiedział coś krytycznie o euro. Co prawda niektórzy (zwłaszcza politycy) tak mają, że awansują do grona swoich przyjaciół dotychczasowych wrogów, tylko dlatego, że coś krytycznego powiedzieli o wrogach aktualnie jeszcze większych, ale ostatnie działania właściciela Soros Fund Management zasługują na uwagę, zwłaszcza w kontekście ogólnej sytuacji na tak zwanych „rynkach finansowych”. „Kiedy stopy procentowe są niskie, powstają warunki do powstania bańki spekulacyjnej i w tym momencie właśnie się rozwijają. Pewnym kandydatem do takiego krachu jest teraz złoto” – powiedział Pan Soros podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos pod koniec stycznia 2010. Tymczasem w raporcie opublikowanym 15 lutego 2010 roku Soros Fund Management ujawnił, że ponad dwukrotnie zwiększył inwestycję w SPDR Gold Trust – czyli największego funduszu ETF. Co prawda obowiązek raportowania stanu posiadania jest kwartalny, a raporty mogą być publikowane 45 dni po zakończeniu kwartału, więc informacje, które ujawnił Soros Fund Management mogą pochodzić sprzed Forum w Davos, co by oznaczało, że George Soros mógł powiedzieć, to co tam powiedział zachowując całkowitą konsekwencję, bo przez styczeń 2010 jego fundusz mógł znacząco zmniejszyć swoje zaangażowanie w Gold Trust, to jednak przez trzy ostatnie miesiące 2009 znacząco je zwiększał, a więc ewidentnie przyczyniał się „do powstania bańki spekulacyjnej” na rynku złota, jeśli ucieczkę od „papierków” do złota można nazywać „spekulacją” a nie wyrazem „trzeźwego rozsądku”. Z dużym zainteresowaniem przeczytam więc kolejny raport Soros Fund Management za 1Q 2010 o zaangażowaniu w złoto. Bo informacja, że MFW postanowił sprzedać 191ton złota, raczej potwierdza, niż obala tezy o panice „rynków finansowych”. Ta sprzedaż, akurat teraz, oznacza bowiem nic innego jak próbę ratowania wizerunku pieniądza papierowego w nadziej, że nie nastąpi od niego odwrót ostateczny w kierunku złota właśnie, a to co mówi Soros może być efektem dokonanej przez niego „dywersyfikacji” – to znaczy nabywania nie tylko SPDR Gold Trust, ale także Goldman Sachs, który tak bardzo intensywnie pomagał Grecji w ukrywaniu prawdziwego poziomu jej długu, że mógłby mieć kłopot, gdyby banki europejskie postanowiły jednak nie ratować Grecji w celu ratowania euro. Bo stwierdzenie Sorosa, że przyszłość euro stoi pod znakiem zapytania w przypadku niepewności co do przyszłości Grecji, jest de faco dla polityków europejskich zakochanych w euro wezwaniem do ratowania Grecji w imię ratowania euro i w konsekwencji wynagrodzenia dla Goldmana.
Autor: Robert Gwiazdowski


