NIEWŁAŚCIWIE PRZESŁUCHANI
Robert Gwiazdowski
Pan Rafał Ziemkiewicz napisał, że „próba politycznego rozegrania śmierci Barbary Blidy przeciwko liderom PiS jest jednym z większych propagandowych draństw lewicy i salonu. Barbara Blida popełniła, ponad wszelką wątpliwość, (podkreślenie moje) samobójstwo. Na pewno podczas jej zatrzymania doszło do nieprawidłowości, ale polegały one na tym właśnie, że funkcjonariusze chcieli być wobec zatrzymywanej uprzejmi, zamiast ją regulaminowo skuć, (podkreślenie moje) co próbie samobójczej by zapobiegło. Można oczywiście podważać zasadność decyzji o zatrzymaniu, dywagować, czy nie wystarczyłoby wezwać byłej minister na przesłuchanie listem poleconym, ale, po pierwsze, to, że podejrzewa się kogoś, wobec kogo zarzuty potem się nie potwierdzą, to w śledztwie sytuacja częsta, po drugie − osoba chora na depresję, a wszystko wskazuje, (podkreślenie moje) że właśnie ta choroba zabiła Blidę, mogłaby (podkreślenie moje) się targnąć na życie równie dobrze na widok wezwania z prokuratury jak na widok ekipy ABW.”
Ponad wszelką wątpliwość, to ja mogę stwierdzić, że rację miał Cesare Beccaria, z nauk którego wywodzi się powiedzenie, że „lepiej jest uniewinnić dziesięciu winnych, niż skazać jednego niewinnego”.
Oczywiście, że jak człowiek ma „deprechę”, to się może zastrzelić na samą myśl o prokuratorze, a co dopiero na widok wezwania do prokuratury. Ale może się też nie zastrzelić. Więc dajmy mu szansę. A zważywszy, że „w śledztwie często zarzuty się nie potwierdzają”, to może lepiej „nie skuć” dziesięciu winnych, niż „skuć” jednego niewinnego?
Może nie wszystko, ale statystyka głośnych medialnie zatrzymań i aresztów tymczasowych w zestawieniu z prawomocnymi wyrokami skazującymi zapadającymi w tych sprawach wskazuje, że dochodzi do rażącego nadużywania środków przymusu.
Cesare Beccaria był rzecznikiem legalizmu w procedurach karnych. I od jego czasu nic (prawie) się nie zmieniło. No może tyle, że inkwizytorów zastąpiły media wydając czasami wyroki na kogoś „wobec kogo zarzuty potem się nie potwierdzają”.
I właśnie dlatego w USA nie tylko nie skazano O.J.Simpsona, ani M.Jacksona, choć „wszystko wskazywało”, że powinno się ich skazać (i żeby rozwiać wątpliwości, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawę Simpsona, jakbym był przysięgłym głosowałbym: „winny”), ale nawet nie zgodzono się na ekstradycję pewnego podejrzanego, argumentując, że coś ci świadkowie aresztowani w państwie ubiegającym się o ekstradycję dziwnie często zmieniają zeznania. Dodam od siebie, że też dość często się w celach wieszają, więc to pewnie „depresja ich zabija”.
Za to, z legalistycznego punktu widzenia, całkowicie się zgadzam, z obśmianiem przez Pana Rafała takiego o to argumentu:
„Trudno sobie wyobrazić, że premier Kaczyński, minister Ziobro czy ich podwładni z ABW lub prokuratury pisali sobie polecenia, że mają naciskać i wreszcie coś na Blidę znaleźć. Takie sprawy załatwia się inaczej. Wystarczy awansować na wysokie stanowiska młodych, oddanych sobie ideowców…”
Natomiast całkowicie się nie zgadzam z obśmiewaniem tego argumentu następującym argumentem:
„Czy Państwo jeszcze pamiętają, jak rechotał salon z Ziobry pokazującego niszczarkę? Z argumentu (cokolwiek na siłę włożonego mu w usta), że skoro dowodów nie ma, to dowód, że zostały zniszczone?”
Ja osobiście rechotałbym wówczas tak samo jak teraz, gdyby to rzeczywiście było śmieszne. A nie- jest. Nie jest śmieszne, bo chodzi o ludzką wolność, której można człowieka pozbawić dopiero wówczas, gdy mu się udowodni, ponad wszelką wątpliwość, że był winny popełnienia zarzucanego mu czynu, zabronionego w czasie jego popełnienia, a nie wówczas, gdy się „ponad wszelką wątpliwość” wie, że istniał „układ” (choć nie ma na to dowodów) albo, że były „naciski” w sprawie znalezienia owego „układu”, choć na to też nie ma dowodów.
Ale z drugiej strony, jak mawiał Feliks Dzierżyński, „nie ma niewinnych, są tylko niewłaściwie przesłuchani”.
Autor: Robert Gwiazdowski


